Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2025

VILE APPARITION - Malignity (2025)

  Sporo, jak na mnie, było ostatnio black metalu ale wracamy do porządnej death metalowej rzeźni. Tym razem polecam Wam drugi album australijskiej ekipy VILE APPARITION. Z reguły jak coś death metalowego wypełznie z tej krainy kangurów i pająków to jest to muza niszcząca i odpychająca niewiernych. I tak jest również tym razem. "Malignity" to ponad 30 minut brutalnej jazdy, mocno klimatycznie i brzmieniowo osadzonej w latach 90-tych. Gitary od samego początku tną i chłoszczą przy współudziale naprawdę szalonego basu. Zadziwiające jest jak przy tak dusznej i ciasnej muzie otrzymujemy naprawdę sporo przestrzeni. Pomimo naprawdę dużej dawki brutalności jest miejsce na melodię i urozmaicenie kompozycji. Może to sprawiać niezwykle różnorodna gra perkusisty który niekonwencjonalnymi rozwiązaniami naprawdę potrafi momentami zadziwić. Wszystko się ładnie spina i ja Wam mocno ten album polecam. Jak ktoś lubi brutalniejsze oblicze Suffocation to też będzie zadowolony. Chyba.

CODEX NERO - Ordo Acherontis (2025)

  Drugi album krakowskiego duetu przynosi 45 minut naprawdę opętanego black metalu. "Kodeks Czerni" to zupełnie inny rodzaj grania niż opisywany np. niedawno przeze mnie Frontschwein. Tam była wojna tu jest mrok. Mrok który pochłania każde światło i prowadzi w otchłań. Nie ma tu miejsca na nadzieję i dobre zakończenie bajki. Jest za to atmosfera pełna grozy i niepokoju znana choćby z płyt Immolation. Oczywiście nie mam na myśli, że Codex Nero skręcili totalnie w death metal tylko o wykreowanie tego specyficznego klimatu kiedy to muza może być podkładem do filmu w którym zaraz wszystko j**nie. Choć tak po prawdzie to pierwiastki death metalowe, i to wcale znowu nie w śladowej ilości, są na Ordo Acherontis wyraźnie słyszalne. Słyszalne są także linie melodyczne, które w połączeniu z surowością brzmienia dają efekt zamarzniętego piekła. No bo niby piekło a tu jednak wieje chłodem. Słucha się "Ordo Achrontis" z dużą ciekawością, nie ma sekundy nudy, muza trzyma poziom...

CHRIST AGONY - Anthems (2025)

  Gdy dowiedziałem się, że Cezar wraca po niemal 10 latach z Christ Agony to z jednej strony poczułem ekscytację a z drugiej obawy. Skąd one? Ano stąd, że to zespół dla mnie bardzo ale to bardzo ważny. Gdy wyszło "Epitaph of Christ" zakupione przeze mnie zaraz po premierze na kasecie, to od pierwszych dźwięków wszedłem w ten specyficzny mroczny klimat. Nie zapomnę jak podekscytowany tą muzą, szesnastoletni wówczas ja napisałem list do Cezara i dostałem odpowiedź. Byłem wówczas podjarany niesamowicie więc nic dziwnego, że potem chłonąłem każdą sekundę świetnych "Unholyunion", "Daemoonseth" oraz genialnego "Moonlight". Potem bywało różnie, nie wszystkie eksperymenty mi podeszły ale to i tak nie osłabiło mojej miłości do tej kapeli. Tak więc obawy były, czy nazwa Christ Agony nie zostanie rozmieniona na drobne, czy moje oczekiwania zostaną spełnione. I teraz, z całą świadomością, po wielu odsłuchach mogę stwierdzić, że wszystkie obawy były niepotrze...

FRONTSCHWEIN - Faces of War (2025)

  Nazwa zespołu brzmi znajomo? No pewnie, przecież to tytuł bardzo udanego albumu piewców wojny i szatana z Marduk. Również jest to niemieckie określenie które można przetłumaczyć jako świnia frontowa czyli taki odpowiednik naszego mięsa armatniego. Ale od teraz jest to również nazwa naszej rodzimej kapeli która właśnie wydała debiutancki album. I co tam znajdziemy? Ano trzymając się nazwy to bez zaskoczenia. I bardzo się z tego cieszę bo taki black metal to ja lubię. Surowo, bezkompromisowo, bez subtelnego budowania klimatu. Prosty strzał w ryja. Tempo i agresja. Dziki wokal do tego. Odrobina, nie za mało, nie za dużo lecz w sam raz melodii. Wojenne sample trzymające atmosferę trwogi oraz teksty z prawdziwymi wojennymi dramatami. I żeby nie było. Oni nie kopiują Marduka tylko się nim inspirują. To wielka różnica. Czasem rzeczywiście jest trochę jak Marduk, czasem trochę jak Sammath a czasem bardziej po norwesku a czasem po prostu po swojemu. Słucha mi się tego świetnie, czas leci ...

TESTAMENT - Para Bellum (2025)

  Na czternasty już album amerykańskich weteranów nie czekałem z wielkimi wypiekami na twarzy. To znaczy ja ich naprawdę lubię i szanuję ale nigdy to nie był top moich ulubionych kapel. No i teraz mam się z pyszna bo Testament rąbneli jeden ze swoich lepszych albumów w karierze, jak dla mnie oczywiście. Już słuchając otwierającego album "For the love of pain" to normalnie mam ciary. Jakie potężne i precyzyjne riffy, jakie tempo i jaki pełen pasji i agresji wokal Chucka. A jak zwolnią i przywalą ładnie basem to już w ogóle morda mi się cieszy. Petarda. Potem emocje wcale nie maleją. Testament gra na tym albumie tak różnorodnie, że nigdy nie wiesz w którą stronę pójdą. Czy tą bardziej agresywną jak w tytułowym "Para Bellum' czy bardziej klasycznie thrash metalową a przy tym melodyjną jak w "Witch Hunt" czy "Room 117". W każdej z tych form Testament ma wiele do zaoferowania kipiąc wręcz ilością pomysłów, riffów i niebanalnych melodii. Mamy nawet ball...

KINGDOM - Primeval Cult of Strength in the Womb of Suffer (2025)

  W tym kraju pewne są dwie rzeczy. A mianowicie są to chytrość kleru i że to co Kingdom nagra jest zajebiste. Także nie ma żadnej niespodzianki. Nie ma żadnego rozczarowania. Nowa płyta płockiej ekipy to kawał śmierdzącego siarą na kilometr death metalu. Czyli to co lubię najbardziej. Naprawdę pysznie się tego słucha. Każda nuta tego potężnego albumu jest po coś. Tu nie ma żadnego przypadkowego, zawieruszonego dźwięku. I jak to brzmi...Gitary są naprawdę bestialskie i masywne, super głęboki growl w kawałkach anglojęzycznych i lżejszy w polskich. Perkusja do której brzmienia przypierdzielałem się przy okazji poprzedniej płyty, tym razem idealnie chłoszcze i współgra z resztą. Album zaczyna napędzające się intro, po czym leci "Przedwieczny kult siły" Dobry utwór z dobrym groove. Ale prawdziwa jazda zaczyna się przy "Exterminatus". Jest ciężar i siekające riffy. Ten ciężar który bywa wręcz przytłaczający równoważą momentami niesamowicie melodyjne solówki, chyba najlep...

SHO(R)T - Paradise Lost, Terrordome, Grave Hex

  PARADISE LOST - Ascension (2025) A w sumie to nawet nienajgorsze. Brzmi naprawdę potężnie i całość się ładnie trzyma. Ale czekam na filmiki z tak ładnie, czysto śpiewającym melodyjne fragmenty Nickiem Holmesem. Płyta jednak na plus. TERRORDOME - Plagued with Vilolence (2025) Ja tam bujam się w trochę innych rejonach metalu ale ta płyta jest naprawdę zajebista. To ich najlepsze, jak dla mnie oczywiście, dzieło i teraz Terrordome jest naprawdę wkur**iony. Polecam. Dobre do prac wyburzeniowych. GRAVE HEX - Vermian Death (2025) Zwycięzca tego zestawienia. Debiutancki album death metalowej bandy z Finlandii. Sieką i mielą. Połączenie fińskiej piwnicy z brudną punkową chłostą. A jak zwolnią to rozszarpują na kawałeczki. Lubisz Autopsy? Polubisz i Grave Hex. Poleca m.