Wyjątkowo dzisiaj staroć. Bo szczerze? Nie znałem tej płyty. Aż do teraz gdy to kumpel, mając możliwość kupna cedeka po okazjonalnej cenie, zapytałem mnie czy kojarzę taką szwedzką ekipę. A ja jakoś w najgłębszych czeluściach mej pamięci nie znalazłem nic. Pewnie jakiś kaszan to musi być w takim razie myślę sobie. A tu? A gdzie tam. Zajebisty album z nieoczywistym do końca szwedzkim death metalem. Bo niby jest skandynawsko ale jednak z domieszką. Trochę Entombedowo i Desultorowo, ale trochę wczesnomorgothowo, benedictionowo, cancerowo czy co tam jeszcze każdy może innego usłyszeć. Trochę wokal za bardzo czasem buja przed szereg ale całość to naprawdę świetnie się słucha. Gitary mielą pierwszorzędnie a solóweczki wprowadzają niepokojący klimat. Perkusja wymiata. Zwróćcie na nią uwagę koniecznie. Dziwne, że nie było następcy a i cała ekipa nieszczególnie potem się udzielała muzycznie. Więc, jeśli tak jak ja, nie znaliście takowej załogi to zachęcam i polecam
Kopie materiałów z bloga facebook: rg heavy world