Drugi album enigmatycznego duetu z Polski właśnie wypełzł na powierzchnię z zamiarem zrobienia niefajnych rzeczy nieprzygotowanym na soniczną chłostę. Ale mi się podoba taka muza. Bestialski, uderzający w punkt black/war/death metal, bezkompromisowy i syfiasty. To się ceni bo stosunkowo ciągle u nas niewiele takich klimatów. Bo trochę Archgoat, trochę Conqueror a w zwolnieniach trochę Beherit z czasów "Drawing/.../". Mamy też w moim odczuciu postęp w porównaniu do debiutu. Jest mniej monotonnie. Zmiany tempa, rytmu, wściekłe wybuchy nieustająco utrzymują uwagę słuchacza. Kawałki krótkie, konkretne, żadnego misternego tkania klimatu. Tylko ostatni utwór który nie jest utworem trwa ponad 4 minuty. To odgłosy jakby coś Wam się rozsypało w głośniku. Dla mnie to akurat zbędna rzecz ale co ja się tam w sumie znam. Chcieli to se zrobili. Wracając do muzy. Wokal robi konkret robotę. Doskonale pasuje to tego muzycznego szamba. Chlasta, krzyczy, zdziera ropnie i usuwa woskowinę z uch...
Kopie materiałów z bloga facebook: rg heavy world