Przejdź do głównej zawartości

EUROPE - Come This Madness (2026)

 Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej inkwizycji i Europe tutaj. A jednak. Czasem żeby zrzucić trochę gruzu żeby zrobić miejsca na nowy trzeba zrobić przerwę w jego dostarczaniu. Taki czas u mnie właśnie wypełnił nowy album ekipy, która gdy miałem 10 lat wydała słuchany przez wszystkich hit "The Final Countdown". Pamiętam ten czas, wszystkie chłopaki na wymyślonych gitarach robili solówki a wszystkie dziewczyny wzdychały miłośnie do aż do bólu pięknego, elegancko upudlonego Tempesta. Nie do wiary, ale minęło już 40 lat od tego wydarzenia. Europe powraca z nową płytą po 9 latach przerwy i tych którzy zatrzymali się w czasie "The Final Countdown" na ich muzyce, to może mocno zaskoczyć. Bo dzisiaj ten super hitowy, pudlowy, przesłodzony i do bólu komercyjny pop rock zastąpił rock klasyczny, dojrzały, z charakterem i pazurem oraz nierzadko rozbudowanymi kompozycjami świadczącymi o sporym muzycznym dystansie pokonanym przez te 40 lat. Bo dzisiaj ja słucham Europe bez cienia żenady i zawstydzenia. To zespół świadomy tego ile mają lat, tego co potrafią i tego jak chcą dzisiaj brzmieć. Nie silą się już na nic, chcą tą muzyką bawić przede wszystkim siebie. Mamy tu czasem niemal filmowe pejzaże, wstawki progresywne i hitowe melodie jak np w "The Cult of Ignorance" czy "Scandinavian Eyes". Bardzo różnorodny to album, słychać umiejętności muzyków a wokal Tempesta brzmi naprawdę dobrze. Może nie będę zasłuchiwał się w tej płycie w nieskończoność ale na chwilę odgruzowania jak znalazł. Jak ktoś ma ochotę na kawałek dobrego Rocka to polecam a pozostałych proszę o nie bicie mnie..a przynajmniej nie mocno



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...