Przejdź do głównej zawartości

Posty

OMEGAVORTEX - Diabolic Messiah of the New World Order (2025)

  Jak ktoś się zgubił i szuka ładnych świątecznych bzdetnych melodyjek to radzę się oddalić i udać gdzieś daleko stąd. Bo ja dzisiaj polecam album z którego każdej nuty wypełza zło i nakłania do bluźnierstw wszelakich. Niemiecka ekipa na swoim drugim albumie sieje całkowite zniszczenia i pluje jadem. Ale jak!!! Piekielna furia z której rodzi się duża poczerniała death metalowa sztuka. To tak jakby najbardziej intensywna część muzyki Morbid Angel, spotkała się z Concrete Winds i domieszano do tego jeszcze ogień wojenny Marduka i psychozę Impaled Nazarene. Wszystko brzmi niby jak chaos a jednak jak się wsłuchamy, to dostrzeżemy jak dobrymi kompozytorami są autorzy tego dzieła. Zasuwając w ekstremalnych tempach trzeba umieć żeby nie zanudzić. Czasem zaczną wolniej usypiając czujność, z mocnym groove, żeby zaraz przejechać brzytwą po szyi. Wszystko dzieje się szybko oprócz ostatniego, ośmiominutowego kawałka. Tu się dzieją rzeczy... Uwolniony zostaje pełen geniusz tej kapeli, pojawia s...

Brüdny Skürwiel - Silesian Bastards (2024)

  Śląska banda po ponad dziesięciu latach od założenia kapeli machnęła debiutancki album. Bardzo klimatyczna to muza. Jakże to zapewne zapytają ci co znają ich twórczość. Już wyjaśniam. Bo to świetny klimat do tego aby ubrać wytartą katanę z ulubionymi kapelami, nabazgrolić logo na koszulce, założyć pieszczoche i ruszyć w pogo. Jak wtedy gdy się miało 16 lat i kumpel przyniósł kasetę z Sodom, Destruction czy innym Kreatorem. Machasz piórami czy tam samą łepetyną, rogi w górę i nóżka sama chodzi a palce śmigają po niewidzialnym gryfie. Albo naparzasz po wyimaginowanej perkusji. Taki to jest właśnie klimat. Skurwiele nie udają tylko naparzają jak maniacy dla innych maniaków. Starego dobrego metalu kiedy thrash z black metalem szli razem pod ramię. Silesian Bastards to energia i bluźnierstwo. Płyta szczera, prosta (nie mylić z prostacka!!!) i przede wszystkim świetnie zagrana. Chropowaty wokal idealnie pasuje do całości a perkusja to prawdziwy żywioł. Jest brud w brzmieniu i nie oczek...

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...

PUTREVORE - Unending Rotten Cycle (2025)

  Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej inkwizycji i tego, że będę wychwalał dzieło Roggi Johanssona. Bo u tego gościa to wiadomo, że już dawno poszedł w ilość a nie jakość i z reguły jego albumy można ocenić na jako tako to maks a czasem to nawet na odpier**l. Ale z Putrevore jest inaczej i jest wśród twórczości Roggi jak cuchnące szambo w środku różowego domku dla lalek. Wspaniale ohydny i odpychający większość fanów jego plastikowego, najczęściej, death metalu. Tu jest obleśnie z potężnymi riffami. Duuuuża w tym wszystkim zasługa wokali Dave'a Rottena z Avulsed, zrobił tu kapitalną robotę. Cały album wchodzi mi od pierwszego podejścia i szczerze Wam go polecam. Lubię takie jaskiniowe granie.

DEGRAVED - Spectral Realm of Ruin (2025)

  Degraved to amerykańska kapela z Seattle w stanie Washington ale spokojnie, nie grają grunge. W tym roku obchodzą pięciolecie założenia zespołu i to jest najwyższy czas na wydanie debiutanckiego albumu. Ale co grają pewnie pytacie. A może nie ale i tak Wam napiszę. To co lubię najbardziej. Death metal. A dokładnie brutalny death metal. Degraved się nie bawią w aluzje i walą po ryju ostro. Ich płyta to niemalże dźwiękowa historia US death metal. Usłyszymy na niej nawiązania czy też inspiracje wieloma kapelami tworzącymi historię tej muzyki za wielką wodą. Bez problemu wychwycicie wpływy, z różnych okresów oczywiście, Autopsy, Incantation, Immolation, Cannibal Corpse, Suffocation ec, etc. Każdy dołoży do tej listy coś od siebie. Degraved nie wymyślają death metalu na nowo. I bardzo dobrze. Wszystko już wymyślono, jest fajne i nie ma co robić z koła kwadrat. Cisną mięsistymi riffami, ładnie kombinują z tempami i rytmiką a do tego głęboki growl. Ja tam lubię. Może to jeszcze nie jest...

SHO(R)T - Heteropsy, Deteriorot

  HETEROPSY - Embalming (2025) Death doom metal z Kraju Kwitnącej Wiśni czyli Japonii. Istnieją 5 lat i po kilku epkach właśnie machnęli debiutancki album. W skrócie to tak jakby Autopsy urodzili się w Szwecji. Baaardzo sprawnie zagrane, z dużą dawką brutalności i miażdżącego klimatu. Ostatni kawałek to prawdziwy sztos z apokaliptyczną atmosferą. Polecam. DETERIOROT - Awakening (2025) Bardziej old schollowo się chyba nie da. Ktoś w New Jersej w 92 roku (ich pierwsze demo) wsadził ich do butelki i wrzucił do morza. Teraz ich wyłowili i tak sobie dalej grają. Bez zmian w sumie do ich poprzedniego albumu o którym tu dwa lata temu wspominałem. Dalej death metal z mocno wysuniętym na przód wokalem. Ja tam lubię takie brzdąkanie ale chyba nie każdemu podejdzie taka grupa rekonstrukcyjna, rzućcie więc uchem sami...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę