Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2025

ICON OF EVIL - Locust Cathedral (2024)

  Icon of Evil to kapela istniejąca w zasadzie od 2000 roku, najpierw pod nazwą Evil a od 2011 po zmianach w składzie została nazwa zmieniona na obecną. Wrocławianie jak na tyle lat działalności to zbyt wiele nie nagrali bo to dopiero w sumie ich trzeci album, do tego jeszcze epka, splity i bardzo dawno temu demo. Z pewnością przyczyną takiego stanu rzeczy jest, że metal to nie jest ich główny obiekt zainteresowań bo wywodzą się ze sceny hc/punk ale skoro cięższe dźwięki też im w duszach grają to po c**j się ograniczać. I brawo dla nich bo "Locust Cahedral" to kawał zajebistego death metalu. Z pewnymi odstępstwami od klasyki gatunku ale nie ma ich wiele i nie rażą a stanowią dobre urozmaicenie. Gitarki kąsają bardzo sprawnie, fajnie świruje bas i perkusja która bez niepotrzebnej tu wirtuozerii robi co trzeba aby podtrzymać mielący ciężar całości. Super wypadają wokale. Łączenie growlu z blackowym krzykiem nie zawsze mi się podoba a tu wyszło idealnie. Bardzo sprawnie się uzup...

DEFEATED SANITY - Chronicles of Lunacy (2024)

  Wychodzi na to, że to już siódmy album tej niemiecko - amerykańskiej załogi. Dacie wiarę, że gdy w 1995 roku nagrywali pierwsze demo to naparzający w perkusję Lille Gruber miał ledwo 13 lat? I fajnie, że ta pasja i miłość do brutalnego death metalu przetrwały już 30 lat. I fajnie też dlatego, bo możemy dostać kolejną już w tym roku zajebistą death metalową płytę. Dodam, że death metalową i brutalną z technicznym zacięciem. Jak muza? O diable rogaty salcesonem poganiany jak to brzmi. Maksymalnie precyzyjnie wymierzone ciosy z potężnym mielącym brzmieniem. Zasyfione i szorstkie dźwięki większość normalnych słuchaczy odrzucą ale znajdzie się pewna liczba muzycznych popaprańców którzy z lubością zanurzą się w Chronicles Of Lunacy. Ja się do nich z radością zaliczam. Masywne gitary, opętany bas i wokal to wszystko jest super, eleganckie i pasi. Ale prym i to zasłużony wiedzie tu perkusja. To co na niej wyprawia Gruber (na szczęście nie ten porucznik z Allo Allo) to przechodzi ludzkie ...

GUTLESS - High Impact Violence (2024)

  Generalnie mam tak, że jak coś death metalowego dociera do mnie z Australii to z reguły lipy nie ma. I tak samo jest teraz. Debiutancki album Gutless to kawał naprawdę znakomitego śmierdzącego death mięcha. Ekipa ta istnieje od 6 lat i debiutowała demosem a potem jeszcze na koncie znakomity split z Mortal Wound i uwaga - koncertówka. Teraz siekają ryje bezbronnych debiutanckim pełnograjem który długością nie grzeszy bo to 26 minut ledwie ale biorąc pod uwagę intensywność muzy to może w sumie nawet lepiej. No właśnie co do muzy. Rdzeniem jest tu pięknie old schoolowy death metal w dosyć brutalnej wersji. Z brzmieniem jakie moje uszy uwielbiają od pierwszych sekund. Po prostu odpaliłem High Impact Violence i od razu wiedziałem że to jest to. Rytmicznie, potężnie, mocno, z chorym wokalem. Bez zbędnych nastrajaczy. Czołg miażdżący w stylu Cannibal Corpse pomieszanym z brutalnymi momentami z Suffocation. Napędza to wszystko szalona ale trzymana w ryzach sekcja. Perkusja i bas robią t...

DEUS MORTEM - Thanatos (2024)

  No cóż, myślę, że trzeci długograj Necrosodoma i jego ekipy może wywołać u niektórych pewną konsternację i spora część z Was może mieć zupełnie inną opinię na temat tego albumu niż ja i doskonale to zrozumiem. A dlaczegóż taki wywód na początku posta? A bo Deus Mortem nagrał płytę nieco inną niż to co prezentowali do tej pory, bo nagrali to co chcieli a nie to co by wypadało. Thanatos to muzyka mniej surowa, mniej brudna i bezpośrednia niż poprzednie nagrania grupy. Jest o wiele klarowniejsze brzmienie, dużo mrocznych melodii, są klimatyczne przerywniki a kompozycje wyglądają na dopracowane jak nigdy. Ale spokojnie. To ciągle jest Deus Mortem który potrafi naprawdę mocno przypierdolić. Potężnych, dzikich hymnów nie brakuje. Np. taki "Ressurecting the Pillars of Fire" to totalnie niszczący riff i perkusja. Natomiast "W Serce Płomiennej Gnozy" to chyba najbardziej ciekawy i zróżnicowany utwór. Od heavy gitar, przez wściekłość i dzikie tempo po wyciszenie i klimat. Z...

YOTH IRIA - Blazing Inferno (2024)

  Już niejednokrotnie podkreślałem, że hellenic black metal to dźwięki wobec których jestem z reguły bezkrytyczny bo to dźwięki które doskonale współgrają z czarną częścią mojej duszy. Ale bałem się że coś się popsuło. Jakoś w ostatnich wydawnictwach z tego nurtu nie poczułem tej atmosfery, raczej czułem nudę niż ekscytację i brak było powiewu tego specyficznego greckiego ocieplonego mroku. Już bałem się, że doszło do swoistego przepalenia i przedawkowania, wobec czego klimat uleciał i nie wróci. Na szczęście taki ch*j. Nowy album powołanej przez Jima Mutilatora załogi znów robi mi dobrze. Drugi album Yoth Iria to kwintesencja tego za co od ponad ładnych 30 lat uwielbiam hellenic black metal. To specyficzne brzmienie, czarcie a przy tym niezwykle melodyjne zawsze mi pasowało. "Blazing Inferno" naprawdę daje radę pod każdym względem. Świetny wokal, klimatyczny bas i naprawdę celnie wyprowadzająca ciosy perkusja. Ale to co najlepsze na tej płycie w tym albumie to tkwi w gitara...

MITOCHONDRION - Vitriseptome (2024)

  Szach i Mat. Ale to jest niesamowita petarda. Pie***lone arcydzieło intensywnego brutalnego death metalu. Ale po kolei. Kanadyjczycy z Vancouver naparzają już od ponad 20 lat a Vitriseptome to ich trzeci album także szczególnie płodni nie są. Starają się jednak temu przeczyć bo najnowszy album trwa, uwaga, aż prawie 85 minut co w death metalu jest raczej niespotykane. Czy grając tak masywną muzykę udało im się nie zanudzić słuchacza? Jeszcze jak się udało. Dla mnie to jedna z najlepszych płyt tego roku. Tyle się tam dzieje, każdy odsłuch to nowe doznania i odkrywanie tego co nawet w głębokim tle. Pozorny chaos, który jest jednak przemyślany i dopracowany w każdej sekundzie. Ściana potężnych gitar, obłędne solówy i interludia które nie wybijają z rytmu ale potęgują chory klimat całości. Tutaj jednak ostrzeżenie, dla nieprzygotowanych to będzie soniczny horror, ale dla kochających ekstremalnie brutalne dźwięki to będzie prawdziwa uczta. Gwarantuję. Choć to wymagający album i trzeb...

DEIVOS - Apophenia (2024)

  Może i trudno w to uwierzyć ale Deivos to zespół istniejący już od ponad 25 lat. Lubelska ekipa stała się już więc załogą zaliczaną do weteranów sceny a takim naprawdę nie powinien przytrafić się chu**wy album. I spokojnie, od razu na wstępie rzeknę, iż dali radę i wysoko podniesioną poprzednikiem poprzeczkę utrzymali na swoim miejscu i podnieśli ją wręcz kilka centymetrów wyżej. W wywiadzie dla Codziennik Metalowy stwierdzili, że grają taki death metal jaki sami chcieliby słuchać i ja im wierzę. A najlepiej, że to taki death metal którego chcę słuchać też i ja. I myślę, że większość fanów klasycznego death też chce takiego słuchać. Klasyk bez udziwnień i wypełniaczy. Jest bardzo intensywnie, zwarcie i ciężko. Ten album, w moim odczuciu to powrót do korzeni i znakomitego wyważenia pomiędzy techniką a brutalnością. Tutaj dostaniemy wszystko w idealnie dobranych proporcjach. Chaotyczne pozornie riffy, choć podane w sporych ilościach nie przytłaczają, szalone solówki natomiast gdy ...

DEAMONOLITH - The Monolithic Cult of Death (2024)

  Niby mamy tu debiutancki album ale tak naprawdę to doświadczeni załoganci jawnie nawiązujący do dziedzictwa warszawskiego Gortal bo przecież nazwa nowej kapeli to równocześnie tytuł ich ostatniego wydawnictwa z 2012 roku. Na dzień dobry postanowili uraczyć nas płytą na zawartość której składa się tylko jeden, ale za to trwający aż ponad 35 minut utwór. Nie jest to łatwe zadanie aby utrzymać takiego kolosa w ryzach, nie zanudzić ale też nie przekombinować aby na siłę zainteresować słuchacza. I powiem Wam, że Deamonolith podołali i machnęli naprawdę konkretny death metalowy album, osadzony w klasyce a jednocześnie bardzo świeży i intrygujący. Po spokojnym wprowadzeniu następuje potężne wejście z nasyconym brzmieniem gitar, jest ciężko i przy tym majestatycznie. Od razu czuć, że cała ekipa w niejednym metalowym piecu ogień rozpalała. Zadziwia ilość pomysłów, zarówno w warstwie kompozycyjnej jak i aranżacyjnej. Pomimo wplecenia składników które ja nie do końca lubię w death metalu ja...

COSMIC PUTREFACTION - Emerald Fires Atop The Farewell Mountains (2024)

To już czwarty album jaki włoski multiinstrumentalista Gabriele Gramaglia wydaje pod szyldem Cosmic Putrefaction. I zaprawdę bardzo się dziwię, że jak głośno jest o nowym albumie Blood Incantation to tak zbyt cicho o nowej płycie CP. A jak dla mnie, płycie zdecydowanie lepszej, dużo fajniej zbalansowanej, gdzie elementy progresywne nie przysłaniają tego co dla mnie jest w takiej muzyce najważniejsze. Ma być brutalnie, ciężko i dziko. I jest. Ale sposób w jaki tworzy takie dźwięki Gabriele wyróżnia go z setek innych kapel podobnego pokroju. Umiejętności. Całkowicie panuje nad instrumentami wprowadzając gitary i bas na totalnie wysoki poziom. Jest, pomimo dusznej atmosfery, bardzo przestrzennie i harmonijnie. Jest wiele momentów wytchnienia od wściekłego tempa. Klimatyczne zwolnienia, czysty wokal, klawisze. Ale to wszystko w rozsądnych dawkach, nieprzekombinowane, nie mam wrażenia że Gabriele chce mi zaimponować na siłę. Wszystko razem spójnie tworzy klimat tego albumu. To co się dzieje...

ARKONA - Stella Pandora (2024)

  Mam wrażenie, że ostatnimi czasy słowa takie kultowy czy legendarny są mocno nadużywane, zwłaszcza jeżeli chodzi o kapele z lat 90-tych. Wystarczy czasem wyciągnąć na kasecie ze strychu zapomnianego przez wszystkich demosa czy nawet reha, objawić go światu by ten momentalnie okazał się legendarnym wydawnictwem legendarnego zespołu, podczas w momencie gdy ten materiał wyszedł to nikt się nim nie zainteresował bo był tak kiepski a zamiast podziwu wzbudzał śmiech. Ten wywód zupełnie nie ma jednak zastosowania do Arkony, kapeli absolutnie zasługującej na określenie kultowej a mam wrażenie, że przez lata też nienależycie docenianej. Ponad 30 lat na scenie, wiele świetnych wydawnictw a teraz powracają z naprawdę dobrym albumem Stella Pandora. Tak melodyjnym jak chyba żaden inny album Arkony. Tak świetnie skomponowanym i dopracowanym w każdym szczególe jak żaden poprzedni album Arkony. Tak intrygującym i monumentalnym jak żaden poprzedni album Arkony...Więc czy jest to najlepszy album A...

AMORPHOUS - The Light Perish (2024)

  Indonezja to wielki, wyspiarski kraj o liczbie ludności sięgającej 280 milionów. Kojarzy nam się generalnie z tego, że mamy takie same barwy flag tylko w odwrotnym położeniu. Ludziom nieco bogatszym kojarzy się z wczasami na Bali a kibicom sportu ze świetnymi badmintonistami oraz wspinaczami sportowymi. W tym zdominowanym przez wyznawców islamu kraju działa również jednak scena metalowa a jednym z jej przedstawicieli jest Amorphous który właśnie wydał debiutancki album a który do tej pory miał na koncie tylko jednego demosa pt. "Immortal". No i co to ten debiucik? Ano całkiem, całkiem wporzo. Wściekły black/death metal proponowany przez indonezyjski duet z pewnością nie jest szczytem geniuszu jeśli chodzi o umiejętność gry, komponowania czy wyrafinowanej atmosfery. Ale jako całość naprawdę nie męczy, nie nudzi a czuć prawdziwą pasję i miłość do metalu. Początek albumu brzmi jak znajome Behemothowe dźwięki ale po chwili zmienia się to w raczej szwedzką kanonadę. Naprawdę spr...

SHORT 13

  CONCRETE WINDS - Concrete Winds (2024). Ja tam nie wiem jak bardzo zryte berety mają Finowie z Concrete Winds. Bo "normalny" umysł nie wytworzyłby takich dźwięków. Wszyscy którzy nie obcują na co dzień z odjechanym, wściekłym brutal death metalem nawet niech nie podchodzą. Posoka poleci w sposób nie kontrolowany. Bo Finowie serwują nieustający konkretny wp***dol. Teksańska masakra piłą łańcuchową przy tym to rzecz dla przedszkolaków. Wszyscy natomiast co kochają być sonicznie chłostani to będą zachwyceni. Bez miłości. Bez litości. Bez wytchnienia. Zajebiste. FECUNDATION - Moribund (2024).Lżej. Ale tylko ku*wa odrobinę. Południowo koreańsko - japoński duet z radością zmiażdży Wam ryj. Znów brutalny death metal, ciężki, przytłaczający, momentami techniczny, ale ciągle bagno i gnój. Do tego wokal tak głęboki że naprawdę nie mam pojęcia z jakiej części ciała wydobywają się te dźwięki. Mocne, potężne brzmienie niszczy. Fani połączenia klimatów kanibalo suffocation będą zadowolen...

DAVID E. GEHLKE - "OBITUARY, Zastygli w Czasie" (2021,2024)

  Oczywistym jest, że żaden posiadający umiejętność czytania fan death metalu nie powinien przejść obok tej książki obojętnie. Jako że do tej grupy się zaliczam, śmiało sięgnąłem po tą świeżą pozycję wydawnictwa In Rock. Generalnie robiłem to bez obaw gdyż poprzednia książka tegoż autora o wytwórni Noise była bardzo przyjemnie napisana, a tłumaczenie zaprawionego już mocno w boju Jakuba Kozłowskiego gwarantowało brak niepotrzebnego stresu w tym temacie. Samo wydanie to kontynuacja stylu w jakim In Rock wydawał pozycje z ciężkimi brzmieniami. Fajna gruba okładka, z fajną grafiką i do tego papier, może nie najlepszej, ale wystarczającej jakości, zwłaszcza biorąc pod uwagę ceną za jaką dostajemy ponad 400 stronicową lekturę (około 46 zł). A co do treści to po prostu ciężko się do czegoś przyczepić. Fantastyczna podróż w czasie gdy kilku nastolatków zamarzyło mieć kapelę i grać tak ciężko jak tylko się da. Autor potrafi z wyczuciem, skupiając się na głównych bohaterach książki, osadza...

MASTECTOMY - Devil Incarnates In Us (2024)

  Solowe projekty mają tę przewagę w stosunku do wieloosobowych zespołów że nie musisz się liczyć z niczyim zdaniem, nie musisz się umawiać na próby i znosić fochy kumpli z kapeli czy co tam jeszcze. Pykasz sobie to co lubisz, kiedy lubisz i wydajesz kiedy ci się podoba. Bo Adam z Mastectomy tak właśnie robi. Wszystko sam. Sam nagrywa wszystkie instrumenty, sam sobie kawałki składa i sam wydaje. Esencja tego co możemy nazwać muzycznym undergroundem. Adam więc nie ogląda się na nikogo i nie ma zamiaru nikomu swoją muzyką się przypodobać. Młuci brutalny i odpychający death metal czyli taka nisza w niszy. Prędzej oplują niż będą bić brawo. Ale fani takiego np. Mortician powinni być zadowoleni. Bo takie muzyczne zwyrole chętnie po ten album sięgną. Bo Adam choć gra sam to robi to bardzo sprawnie. Jest zdecydowanie bardziej ciekawie niż na poprzednim materiale, ten album jest bardziej dopracowany i słychać rozwój Adama zarówno jako muzyka jak i kompozytora. I naprawdę ładnie to napierda...

SPECTRAL WOUND - Songs of Blood and Mire (2024)

  Dzisiaj zawitamy do drugiego pod względem powierzchni kraju na tym ziemskim łez padole czyli jesteśmy w Kanadzie. Kraju, który najbardziej kojarzy mi się z hokejem, dziką naturą i syropem klonowym. I w tym kraju działa black metalowy Spectral Wound który właśnie wydał swoją czwartą już płytę, do zapoznania się z którą będę Was próbował zachęcić. Nie muszę tego robić względem osób które już Spectral Wound znają i lubią bo oni z pewnością już odsłuch mają za sobą i z pewnością są zadowoleni. Są zadowoleni gdyż Kanadyjczycy napraaaawdę huknęli bardzo mocnym albumem i grzmot roznosi się po całym świecie. Zwłaszcza tym mroźnym. Bo muza zawarta na tej płycie jest receptą na globalne ocieplenie. Schłodzi najgorętsze powietrze, otuli dzikością kanadyjskiej północy cały glob...Ale do rzeczy. Odpalamy płytkę, kilka niepokojących dźwięków, sprzężeń i następuje atak. Ostry, bezkompromisowy black metal z punkowym niemal feelingiem. Na wpół surowy i szorstki a na wpół niemal epicki i mrocznie ...

KOLDBRANN - Ingen Skansel (2024)

  Trudno wręcz uwierzyć, że kapela którą ja w sumie zaliczam do tych "młodych" istnieje już 23 lata i właśnie wydała swój 4 album. Czas leci więc szybko prze okrutnie ale zdaje się, że to nie dotyczy tej, pochodzącej z południa Norwegii, załogi. Bo oni tkwią w jakiejś kapsule czasu, nie wiedzą, że czas gna do przodu i dalej myślą, że jest np. 1993 rok. I powiem, że wspaniale iż tak się dzieje. Bo Koldbrann wydał swój najlepszy album, najbardziej chłodny, najbardziej klasyczny, najbardziej pomysłowy i przy całej surowości chyba najbardziej chwytliwy. Ma w sobie coś hipnotyzującego, jest świetnie skonstruowanym konglomeratem tego co ja w norweskim black metalu lubię najbardziej. Szczypta klimatu Satyricon, odrobina furii Urgehal, trochę mroku 1349 i garść jadu Gorgoroth, to wszystko podlane atmosferą Taake i mamy to. Do tego dodatek własnej black mieszanki i pyk! Świetna, całkowicie klasyczna black metalowa płyta gotowa. Koldbrann to po norwesku Gangrena. I Koldbrann zespół je...

SHORT 12

  VILE RITES - Senescence (2024). Debiutancki album ekipy pochodzącej ze słonecznej Kalifornii. Sprawnie i z pomysłem zagrany death metal w stylu Floryda spotyka Gorguts. Jak najbardziej godne uwagi bo ładnie brzmi i ładnie kosi. SATOR MARTE - Omnicide (2024). Czwarty pełnograj kapeli z Moraw czyli jesteśmy w Czechach. Black Metal o skandynawskim brzmieniu mocno jednak przyciążony death metalowymi patentami. Bardzo dobrze się tego słucha, nie ma nudy i bezmyślnego kopiowania. Warto spróbować.

WINGLESS - Ascension (2024

  Już pobieżny rzut oka na okładkę świadczy, że nowy album ekipy ze stolicy Małopolski będzie kontynuacją, znakomitego zresztą, poprzednika czyli "Nonconform". Na piątym już albumie Wingless postawili bowiem na ewolucję a nie rewolucję. Po klimatycznym wstępie na rozpoczęcie płyty następuje ciężki, zmasowany atak. Wiercące gitary, przytłaczająca perkusja z basem oraz świetny growl nadają niepokojący klimat całości. Słuchać w każdej nucie rozwój kapeli i większą świadomość kompozycyjną. Każda nuta wydaje się być przemyślana ale od czasu do czasu pojawia się odrobina szaleństwa, kiedy to zespół prze do przodu, dorzucając do swojego death/doom metalowego kotła sporo brutalności. Świetnie miażdży "Majesty" ale moim ulubionym utworem na płycie pozostaje "From There it's Always Dark". Różnorodny, raz ciężki, raz szybki i ze zniewalającą rytmiką. To taka wizytówka dzisiejszego WINGLESS . Ja Wam "Ascension" szczerze polecam, bo to najlepsze dzieło Gr...